Text Size
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7

blog

 

Santa Claus is coming...”*)

 

… śpiewają amerykańskie dzieci, mając w głowach obraz pogodnego staruszka w czerwonym stroju, niosącego nieprawdopodobnie wielki wór z prezentami dla wszystkich, którzy w mijającym roku „byli grzeczni” (nie „grzeszni”!). Za oceanem Mikołaj chodzi – a raczej sunie na swoich saniach - dopiero w czasie świąt Bożego Narodzenia (a dokładnie w nocy z 24 na 25 grudnia). Pierwszego dnia Świąt (zwanego tam po prostu Christmas Day) dzieciaki znajdują pod choinką prezenty.

W Europie, poza świątecznymi paczkami pochodzącymi – w zależności od regionu – z różnych źródeł (tego samego, co wyżej Mikołaja, Gwiazdora, Gwiazdeczki, a nawet Dzieciątka!), silna jest nadal tradycja wzajemnego obdarowywania się w dniu 6 grudnia – na Świętego Mikołaja. Czasami nazywamy to święto po prostu „Mikołajkami”.

Jest to dzień poświęcony świętemu chrześcijańskiemu (zarówno katolickiemu, jak i prawosławnemu), który za życia był biskupem Miry w Licji, na terenie dzisiejszej Turcji. Według średniowiecznej hagiografii żył on na przełomie III i IV wieku, i wsławił się cudami oraz pomocą biednym i potrzebującym. Stąd prezentowa tradycja...

Z okazji nadchodzącego „Mikołaja” życzę wszystkim, by odnaleźli w sobie szczodrość i radość wypływającą z obdarowywania innych. Dzieląc się z bliskimi nie zapominajcie o tych, którzy bliskich nie mają.

A jeżeli myślicie, że macie za mało „kasy” żeby kogoś obdarować, pamiętajcie o takich skarbach, jak życzliwość, uśmiech, czy po prostu Wasz czas, który możecie poświęcić na pomoc potrzebującym.

Radosnego świętowania!!

 

*) „Święty Mikołaj nadchodzi...”

 

W dniu 3 listopada 2017 uroczyście obchodziliśmy siedemdziesięciolecie naszej Szkoły. Szkoły o wielu nazwach, w tym: Wielobranżowa Publiczna Szkoła Ogólnokształcąca, Zespół Szkół Zawodowych, Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych, czy też Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego. Zresztą - mniejsza o nazwę - i tak wszyscy mówią: „Technikum w Strzelinie”.

 

Dzień rozpoczął się zbiórką na placu apelowym o 8.00 rano. Komenda „W lewo zwrot!” zapoczątkowała marsz w stronę Kościoła pw. Podwyższenia Krzyża Św., gdzie o godzinie 8.30 rozpoczęła się uroczysta Msza Święta. Po Mszy – nadal w porządnym, wojskowym niemal szyku, przy wtórze lokalnej orkiestry dętej, przemaszerowaliśmy do Strzelińskiego Ośrodka Kultury, gdzie odbyła się Gala Jubileuszowa, prowadzona przez Panią Agnieszkę Świrską i Pana „Psora” Jana Zawadę.

 

Gala (jak to gale mają w zwyczaju) składała się z części oficjalnej i artystycznej. W ramach tej pierwszej odbyło się nadanie sztandaru Technikum im. Bohaterów Westerplatte w Strzelinie, ślubowanie uczniów klas pierwszych na sztandar szkoły, wystąpienie dyrektora szkoły, podziękowanie fundatorom sztandaru, nadanie tytułów „Przyjaciel Szkoły”, podziękowania dla firm, zakładów pracy i instytucji, podziękowania byłym dyrektorom szkoły, nadanie tytułów „Nauczyciel zasłużony dla Szkoły” i „Pracownik zasłużony dla Szkoły”, a także wystąpienia zaproszonych gości.

 

Część artystyczna stanowiła eklektyczne połączenie sztuki teatralnej, musicalu, moralitetu i dyskoteki. Na kanwie współczesnej lekcji historii przedstawione zostały dzieje naszej placówki edukacyjnej w ciągu ostatnich siedmiu dziesięcioleci. Widzowie w każdym wieku mieli okazję powspominać „tamte czasy”, gdy sami byli uczniami. Morał całej „lekcji” stanowiło stwierdzenie jednej z uczennic, iż teraz już wie, po co należy uczyć się historii. Zakończenie natomiast, będące jednocześnie popisowym numerem jednego z naszych absolwentów, ukazywało ogromną rolę, jaką muzyka disco polo – dzięki swojej prostocie zrozumiała dla wszystkich - odgrywa w jednoczeniu pokoleń.

 

Po zakończeniu gali, zebrani – w świątecznym nastroju - udali się do szkoły, gdzie nastąpiło uroczyste odsłonięcie tablicy pamiątkowej, zwiedzanie budynku oraz wystawa kronik szkolnych i poczęstunek. Na przyjęciu było miło i wesoło.

 

* * *

 

Na Waszej Skrybie – przedstawicielce „pokolenia X” - największe wrażenie zrobiła pieśń Jacka Kaczmarskiego „Mury”, która przeniosła mnie mentalnie do lat dziewięćdziesiątych, gdzie na korytarzach pewnego głogowskiego „ogólniaka” siedziała niejaka Ula z gitarą, a banda licealistów w rozciągniętych swetrach i flanelowych koszulach (nierzadko fałszując, jak potępieńcy) śpiewała:

 

On natchniony i młody był, ich nie policzyłby nikt
On im dodawał pieśnią sił, śpiewał, że blisko już świt
Świec tysiące palili mu, znad głów unosił się dym
Śpiewał, że czas, by runął mur, oni śpiewali wraz z nim


Wyrwij murom zęby krat
Zerwij kajdany, połam bat
A mury runą, runą, runą
I pogrzebią stary świat!

Wkrótce na pamięć znali pieśń i sama melodia bez słów
Niosła ze sobą starą treść, dreszcze na wskroś serc i dusz
Śpiewali wiec, klaskali w rytm, jak wystrzał poklask ich brzmiał
I ciążył łańcuch, zwlekał świt, on wciąż śpiewał i grał

Wyrwij murom zęby krat
Zerwij kajdany, połam bat
A mury runą, runą, runą
I pogrzebią stary świat!

Aż zobaczyli ilu ich, poczuli siłę i czas
I z pieśnią, że już blisko świt, szli ulicami miast
Zwalali pomniki i rwali bruk - Ten z nami! Ten przeciw nam!
Kto sam, ten nasz najgorszy wróg! A śpiewak także był sam

Patrzył na równy tłumów marsz
Milczał wsłuchany w kroków huk
A mury rosły, rosły, rosły
Łańcuch kołysał się u nóg...

Patrzy na równy tłumów marsz
Milczy wsłuchany w kroków huk
A mury rosną, rosną, rosną
Łańcuch kołysze się u nóg...

 

Poczucie wspólnoty wówczas powstałe towarzyszy większości z nas do dziś. Chociaż często różnimy się od siebie pod wieloma względami, pozostała w nas ukształtowana wówczas otwartość na na innych, pozytywne nastawienie wobec różnorodności, życzliwy stosunek do ludzi o odmiennych od nas cechach. Pamiętając o ostatnich zwrotkach dzieła Kaczmarskiego, staramy się zapobiegać tworzeniu podziałów. Nie zawsze jest to łatwe, jednak tam, gdzie jest miejsce na rzeczową dyskusję, nie ma miejsca na mur.

 

Tego właśnie życzę zarówno Absolwentom, jak i obecnym Uczniom „Technikum w Strzelinie” z okazji urodzin Waszej Szkoły:

 

Abyście nigdy nie dzielili ludzi na „nas” i „nich”,

 

Abyście z różnorodności czerpali naukę, radość, i siłę,

 

Aby strach nigdy nie zmuszał Was do budowania murów.

 

Dobrego życia!

 

...zadeklarowała jedna z uczennic, gdy rozmawialiśmy na temat "ściągania" w czasie sprawdzianów i kartkówek.

Nie jestem bez winy - zdarzało mi sie robić "ściągi", gdy sama chodziłam do szkoły. Inna sprawa, że, będąc okropnym tchórzem, nigdy z nich nie korzystałam. Zresztą - nie było takiej potrzeby. "Skompresowanie" wiedzy z całego rozdziału z historii, czy biologii tak, by zmieściła się na skrawku papieru mniejszym od dłoni (pismem odręcznym!) wymagało starannego przemyślenia, wyłonienia najistotniejszych informacji i zastosowania sobie tylko znanych skrótów i symboli. W efekcie tych zabiegów, chcąc nie chcąc, zapamiętywałam opracoywane treści i już nie musiałam używać zakazanej "pomocy naukowej" (no i jeszcze... to o tchórzu).

Z czasem, być może pod wpływem kultury anglosaskiej (która z racji zawodu jest mi bliska) ale na pewno w wyniku własnych przemyśleń, doszłam do wniosku, że nie uznaję "ściagania". To znaczy, uznaję je... za oszustwo. I nie mam tu na myśli oszukiwania nauczyciela (no, może trochę), ale przede wszystkim chodzi mi o nieuczciwość wobec mniej "zaradnych" członków klasy oraz - a właściwie przede wszystkim - siebie samego.

Jakoś tak jest, że osoby, które "potrafią kombinować" są - paradoksalnie - postrzegane jako "fajniejsze", od tych uczciwych, zwanych często "naiwniakami". Przecież "trzeba sobie jakoś radzić"! No tak. Ale nie zgadzam się na mylenie przedsiębiorczości z nieuczciwością. Wszyscy chyba znamy przypadki, gdy ktoś kompletnie "zielony" odpisał sprawdzian od kogoś, kto się nauczył i - w konsekwencji - dostał te samą ocenę. Mnie to pachnie wykorzystywaniem. Co gorsza - ten "cwany" często "odwdzięcza się" temu "naiwnemu" wyśmiewając go, obgadując za plecami lub... dnosząc na niego do nauczycieli. Po co? A choćby po to, by "zabłysnąć" i odwrócić uwagę od swoich braków. Gratuluję pomysłu! Jest tylko jeden szkopuł...

Wierzę, że tak naprawdę, to, co inni o nas myślą nie jest aż tak istotne, jak to, co sami o sobie myślimy. A co może myśleć o sobie ktoś, kto cały czas "kombinuje"? Jak sam siebie postrzega? A może całą swoją energię wkłada w zbudowanie sztucznego wizerunku samego siebie, bo pokazanie innym, kim jest naprawdę byłoby.... co najmniej niekomfortowe?

Jeżeli chcielibyście wypowiedzieć sie na ten temat - zapraszam do dyskusji w komentarzach lub na lekcji (w tym drugim przypadku - in English, please!)

Trzynastego października świętowaliśmy w naszej szkole Dzień Edukacji Narodowej. Wprawdzie który w tym roku "wypadał" on w sobotę, jednak już w piątek zapanował uroczysty nastrój. Były kwiaty, słodycze i spotkanie w sali gimnastycznej, w czasie którego w dowcipny, humorystyczny sposób zostały ukazane relacje między nauczycielami a uczniami. Miło!

Ale... Dlaczego w ogóle obchodzimy to święto? Tak naprawdę przecież nikt nie lubi chodzić do szkoły, (a jeżeli nawet lubi, to się do tego nie przyznaje). Nikt nie lubi się uczyć (a jeżeli nawet, to... patrz wyżej). "Przecież to mi nie będzie w życiu potrzebne" - słyszę niejednokrotnie od uczniów i zastanawiam sie, jakim cudem potrafią oni aż tak precyzyjnie przewidywać przyszłość (ja też bym tak chciała, a póki co pamiętam tylko przeszłość i jestem świadoma teraźniejszości).

Nauka zdaje się być archaiczną formą funkcjonowania jakichś przestarzałych bytów, które siłą zmuszają biedne, młode niewiniątka do pracy. W końcu liczy się tylko stan posiadania, a ten można zapewnić sobie "załatwiając se robote to tu to tam, trza pokombinowac a wyjdzie sie na swoje". Mamy przecież tak doskonałych fachowców, że potrafią wszystko bez zbędnego "garbienia sie nad książkami". "Bedzie pani zadowolona" - to ich motyw przewodni.

Nie jestem zadowolona. Ani z usług oferowanych przez niedouczonych "specjalistów" ani z tego, że inteligentna skądinąd młodzież nie wykorzystuje nawet połowy swojego potencjału, bo... nie musi. Albo tylko uważa, że nie musi. Do czasu zderzenia z konkurencyjnym rynkiem pracy. Bo nawet firma "załatwiona" przez kochających rodziców w końcu pozbędzie się niedouczonego "luzaka" na rzecz człowieka posiadającego wiedzę i umiejętności potrzebne w "tej robocie".

Nikogo nie namawiam do bycia "kujonem", czy zajmowania się wyłącznie nauką. Namawiam natomiast do trzeźwego spojrzenia na świat, na własne możliwości oraz perspektywy, jakie daje... no właśnie... edukacja.

Na osłodę po tej dawce goryczy: życzę wszystkim, żeby czternasty października byl również ich świętem. Wszak rozwijać się i uczyć można - i należy - przez całe życie!

 

 

 

 

30 września obchodzimy Dzień Chłopaka. Z tej okazji składam najserdeczniejsze życzenia wszystkim Chłopcom, niezależnie od wieku.

 Wasza Skryba

 


W kwestii świąt związanych z chromosomem Y występuje pewne zamieszanie: 30 września jest Dzień Chłopaka, 10 marca natomiast – Dzień Mężczyzny. O co chodzi? Może o metrykę?

Chyba jednak nie. Wszyscy przecież znamy bardzo młodych mężczyzn oraz chłopców w wieku wskazującym na posiadanie wnuków. Jak w takim razie rozróżnić „na pierwszy rzut oka” z kim mamy do czynienia?

Cóż... na pierwszy rzut oka się nie da. Na drugi też zazwyczaj nie. Jednak można wyodrębnić cechy charakteryzujące mężczyzn, w odróżnieniu od chłopców. Poniżej przedstawiam – być może niekompletną, ale powstałą na bazie doświadczeń kilku pokoleń kobiet - listę takich cech.

 

  • Mężczyzna posiada w miarę realistyczny obraz siebie samego, w związku z czym jest świadomy własnej siły i skutecznie wykorzystuje swoje mocne strony. Nad niedostatkami pracuje. Nie musi więc rywalizować z innymi podkopując czyjeś poczucie własnej wartości: nie poniża, nie ośmiesza, nie skarży, nie donosi...

  • Mężczyzna jest lojalny wobec kobiet. Swoją dziewczynę traktuje po partnersku. A w przypadku rozstania nadal odnosi się do niej z szacunkiem. Tylko chłopcy „obrabiają tyły ”swoim „byłym.

  • Mężczyzna nie wstydzi się pracować. Potrafi zarobić pieniądze, co nie znaczy, że natychmiast musi je wydać na coraz to nowe zabawki. Uwierzcie, że dla większości kobiet (tych inteligentnych) wielkość smartfona, czy „plazmy” kompletnie nie ma znaczenia.

  • Mężczyzna nie ma histerycznego stosunku do alkoholu, czy innych używek. Nie wykorzystuje ich do udowodnienia, jak „bardzo-alfa-samcem-jest”, bo wie, że to tak nie działa.

  • Większość mężczyzn posiada hobby. Inne, niż wpatrywanie się godzinami w ekran telewizora, rozpaczliwie ściskając pilota w naiwnej wierze, że kontrola nad nim oznacza kontrolę rzeczywistości...

  • I na koniec... Mężczyzna ma dystans do własnych słabości, więc gdy żartuje, nie boi się żartować również z siebie samego.

 

Z okazji Dnia Chłopaka życzę wszystkim Chłopcom, niezależnie od wieku, żebym w przyszłym roku mogła radośnie uczcić ich święto 10 marca.

 Wasza Skryba

 

 P.S. O różnicy pomiędzy dziewczynkami a kobietami napiszę innym razem... pewnie w okolicy ósmego marca ;-)

 

 Ostatnio było o końcu wakacji i związanych z nim różnorakich uczuciach. A ponieważ rozpoczęcie roku szkolnego, to dość znaczna zmiana w naszej codzienności, dziś trochę o zmianach jako takich.

Nie lubimy ich. Zakłócają naszą rzeczywistość. Wymagają nowego na nią spojrzenia, przystosowania się do zmienionej sytuacji. Czasami pogarszają nasze warunki życiowe. A nawet jeżeli są korzystne, nieodmiennie wiążą się ze stresem. Dlaczego? Bo wybijają nas z utartych kolein, w których bezmyślnie się poruszamy, automatyzmów myślowych, rutyny...

Dobre strony? Ależ oczywiście! Właśnie te czynniki, które tak nieprzyjemnie odczuwamy, stanowią pewnego rodzaju... skarb. Bo właśnie ten moment, gdy brak jeszcze nowych odruchów powoduje, że MUSIMY myśleć, odczuwać, widzieć i słyszeć ŚWIADOMIE. Nad każdym krokiem (czy to dosłownym, czy metaforycznym) musimy się zastanowić. A to z kolei powoduje, że zauważamy rzeczy, które normalnie umknęłyby nam w powodzi rutynowych działań. W konsekwencji uczymy się o sobie i o świecie. Rozwijamy się.

Taki przymus uważności, bezwzględne i bezkompromisowe skupienie się na tym, co TU i TERAZ, powoduje, że lepiej, szybciej i skuteczniej przyswajamy wiedzę. Wszystko, co dociera do mózgu przez wyostrzone koncentracją zmysły, zostaje tam na stałe. Jest profit!

I jeszcze jedno. Zmiany wyrywają nas z bierności. Wszak trzeba się jakoś wobec nich określić: dostosować, zbuntować, czy też pójść na kompromis, ale zawsze coś trzeba uczynić. Nie ma miejsca na lenistwo umysłowe. Nawet „popłynięcie z prądem” wymaga podjęcia odpowiedniej decyzji. Taka sytuacja, gdy otaczająca nas rzeczywistość kształtuje się na nowo, gdy jest mądrze „rozegrana”, może dostarczyć nam wielu korzyści. Wśród nich pewności siebie wynikającej z poczucia, że mamy jakiś wpływ na własne życie. Tego Wam wszystkim życzę, kończąc cytatem z mojego ukochanego Autora.

 

Jeżeli nie zmienisz swojego życia w opowieść,

staniesz się tylko fragmentem cudzej historii”

(Terry Pratchett „Zadziwiający Maurycy i jego edukowane gryzonie”)

 

Nie da się ukryć – rozpoczął się wrzesień, (prawie) skończyło się lato, a to oznacza powrót do trybu życia, który radośnie porzuciliśmy w czerwcu. Taka zmiana zazwyczaj powoduje u ludzi nastroje o raczej niskich rejestrach: nie dość, że robi się zimno i – często – deszczowo, dni coraz krótsze, to jeszcze dopadają nas obowiązki, o których już zdążyliśmy trochę zapomnieć. Ból i dolina!

Zanim jednak rozkręcimy na dobre jesienną chandrę, proponuję alternatywną perspektywę spojrzenia na sprawy. Zamiast kultywowania naszej „narodowej tradycji” (jesteśmy – niestety! - znani w świecie jako społeczeństwo marudzących narzekaczy, w porywach do „jęczybuł”), może warto spróbować podnieść głowę, wywołać na twarzy grymas radości (potocznie zwany uśmiechem) i przyjrzeć się sytuacji pod nieco innym kątem.

Zanim zacznę się „wymądrzać”, uwaga techniczna skierowana do przeciwników postawy optymistycznej. Już słyszę Wasze głosy, że proponowane przeze mnie rozwiązania są „sztuczne” i „na siłę”, a ci, którzy nie poddają się ogólnemu marazmowi są „prosiętami uśmiechniętymi w deszcz”. Moi Drodzy, Którzy Kochacie Się Umartwiać, obiecuję Wam nie przeszkadzać. Serio: jęczcie i katujcie się do woli! Natomiast ja, z uwagi na to, że na pewne sprawy, jak na przykład na pogodę, czy też koniec wakacji, wpływu nie mam, postanawiam niniejszym zaakceptować deszcz (zarówno rzeczywisty, jak i metaforyczny) i radośnie uśmiechać się POMIMIO słabej aury, gdyż tak jest mi przyjemniej (a - być może - również zdrowiej). Mój wybór! Jeżeli ktoś jeszcze chce spróbować postawy „prosięcia” ;-), zachęcam do poczytania poniższych akapitów, w których zawarłam osobiste przemyślenia Waszej Skryby (inspirowane mądrościami ludowymi z różnych obszarów geograficznych oraz naukowych) na temat korzyści płynących z rozpoczęcia roku szkolnego.

  1. Na początek trochę filozofii (wyłącznie lekkostrawnej). Wygląda na to, że najbardziej w życiu nam mąci niezgodność wyobrażeń i oczekiwań z (twardą) rzeczywistością. Jeżeli na coś się nastawiamy, bo myślimy, że tak właśnie będzie (albo „powinno być”), a tak naprawdę jest inaczej, zaczyna się stan zwany potocznie bólem... wiecie czego. Jak temu zapobiec? Starać się nie oczekiwać zbyt wiele, zbyt konkretnie, a za to być otwartym na różne scenariusze. Jeżeli mamy na coś wpływ, możemy próbować to zmieniać. Czasami naprawdę warto. Ale, jeżeli nie możemy zmienić faktów? Po co trwonić energię na szarpanie? Można wtedy spróbować zmienić swój do nich stosunek, nastawienie. To trudne? Pewnie! Ale możliwe. I na dodatek satysfakcjonujące. Im bardziej ćwiczymy taką postawę, tym lżej i przyjemniej się żyje. Naprawdę!

  2. Mówi się, że wszystko, o co warto się starać, wymaga pewnego wysiłku. Moje – już kilkudziesięcioletnie – doświadczenie życiowe potwierdza tę tezę. Z jakichś powodów wybraliście taką, a nie inną drogę kształcenia. Z jakichś powodów wybraliśmy ten, a nie inny zawód. Może warto włożyć trochę wysiłku w to, co robimy? Może dzięki temu uda nam się osiągnąć coś wartościowego? Może dzięki temu, co osiągniemy, nasze życie będzie lżejsze, ciekawsze, weselsze? Pewnie, że łatwo mi głosić tego typu teorie, gdyż lubię, to co robię (nauczanie). Ale właśnie dlatego, że w swoim czasie włożyłam trochę wysiłku i pokończyłam różne takie... instytucje edukacyjne, teraz mogę robić to, co lubię. Czy było trudno? Czasami tak. Ale baaaardzo warto!

  3. Jeszcze a'propos naszych wyborów i troski o „lepszą przyszłość”. Często zdarza się tak, że mamy jakieś cele, tylko... jakoś tak... nie chce nam się zaczynać pracy na rzecz ich osiągnięcia. Obiecujemy sobie, że zaczniemy jutro. Za tydzień. Za miesiąc. Za rok. Za... późno. Jako rasowy leń i obibok doskonale rozumiem takie podejście!! Tyle tylko, że ono prowadzi w totalnie ślepy zaułek. Jutro wcale nie chce się bardziej, niż dziś. Za tydzień mamy poczucie winy i zmarnowanego czasu. Za miesiąc zaczyna się rodzić podejrzenie, że chyba się do tego nie nadajemy, które za rok ewoluuje w dorodny kompleks pod tytułem „jestem do bani”.

    Jak z tym walczyć? Nie walczyć! To tak, jakby samego siebie próbować wyciągać z błota za uszy (nie da się, sprawdzałam!). Po prostu zignorować pokusę odkładania i PO PROSTU ruszyć się POMIMO niej. Co istotne: w drodze do celu nie szaleć! Iść małymi krokami i w rozsądnym tempie. W przeciwnym razie po pierwszych godzinach dostaniemy zadyszki czyli poczucia „to za trudne, nie nadaję się”. A idąc spokojnie zawsze można „odhaczyć” kolejne etapy, które ZBLIŻAJĄ nas tam, gdzie chcemy dotrzeć. Trudne? Trochę. Ale z czasem coraz łatwiejsze.

    Dla miłośników memów i innych „złotych myśli”, coś w temacie (niestety nie pamiętam, kto to powiedział): „Nie odsuwaj życia bliżej śmierci”. Mnie ten cytat zawsze daje „kopa przeciwleniowego”. Polecam!

  4. Początek roku szkolnego daje nam możliwość „zaczęcia od nowa”. Jest jakaś magia w początkach (ach te wszystkie postanowienia noworoczne!). Można odciąć się od starych błędów, wyciągnąć z nich wnioski i ruszyć dalej na nowych zasadach. Mnie to zawsze jakoś inspirowało. Oczywiście, najłatwiej poruszać się starymi utartymi koleinami. Ale co, jeżeli te koleiny prowadziły nas nie tam, gdzie chcieliśmy dojść? Może warto wykorzystać nowy początek na wyżłobienie nowych, lepszych kolein? Trudne? Jak wyżej ;-)

  5. Powrót do szkoły po wakacjach, a także (a może przede wszystkim) rozpoczęcie nauki w nowej szkole, nieodłącznie wiąże się z rozkwitem życia towarzyskiego. A to ono przecież sprawia, że nasza egzystencja staje się jakaś mniej nieznośna a nawet... radosna. Życzę Wam (i sobie) udanych i pozytywnych kontaktów międzyludzkich!! (Trudne? Oj, bywają! Ale w tym aspekcie akurat warto się wysilić).

  6. Gdyby cały czas było lekko i przyjemnie nie docenialibyśmy tego, że czasami jest... no właśnie: lekko i przyjemnie. Gdyby nie było roku szkolnego, nie docenilibyśmy wakacji. Wniosek: jeżeli teraz zbierzemy się i przez najbliższe dziesięć miesięcy włożymy trochę energii w pracę, w czerwcu NA PEWNO odczujemy radość i ulgę. Tym, dla których te „dziesięć miesięcy” brzmi, jak wyrok przypominam, że ten czas szybko minie, a po drodze są weekendy, ferie, święta i inne przystanki.

Wszystkim: wesołym, smutnym, optymistom i pesymistom życzę, by rozpoczynający się właśnie rok szkolny przyniósł Wam same radosne niespodzianki!

Bawcie się dobrze!!!

Partnerzy

toyota logo 01  Xylem lsw  5951 logo 
quick mix logo Auto Centrum silka ytong logo
                           Erasmus            Power logo                 

 

 

 

Zaprzyjaźnione Instytucje

  Krajowy Ośrodek Wspierania Edukacji Zawodowej i Ustawicznej  Okręgowa Komisja Egzaminacyjna we Wrocławiu   Miasto i Gmina Strzelin Powiat Strzeliński 
Ministerstwo Edukacji Narodowej                    Centralna Komisja Egzaminacyjna