Na dworze coraz bardziej wiosennie, z moich obliczeń wynika, że za niecałe sześć tygodni przerwa świąteczna (a potem – za półtora tygodnia – “majówka”), a tu… trzeba się uczyć. Trzeba. Trzeba! Trzeba!!

O motywacji pisałam tydzień temu, więc teraz wypadałoby się zająć “stroną techniczną” zagadnienia, czyli odpowiedzieć na pytanie, jak uczyć się skutecznie i “bezboleśnie” (o ile to w ogóle możliwe). Oczywiście, można się nie uczyć i nie zdać do kolejnej klasy, ewentualnie “przejść na siłę”, a potem “oblać” maturę / egzamin zawodowy / oba. Wybór należy do każdego z Was. Jednak szkoła została tak zaprojektowana, że – z założenia – ma uczyć uczniów którzy powinni się uczyć (tak jest! powtórzenie wyrazowe – wielokrotne i zamierzone 😉 ).

Nie będę tu przedstawiała wszystkich “tricków” ułatwiających skuteczne i (wględnie) bezwysiłkowe przyswajania wiedzy, gdyż “jest tego pełno w Sieci”. Na przykład:

– http://jaksieuczyc.pl/

– https://www.fiszki.pl/nauka/strefa-studenta/ucz-sie-skutecznie/a,jak-sie-uczyc-czyli-7-zasad-skutecznej-nauki,69.html#.WLirXDiOqCk  (do nauki języków obcych)

– https://www.youtube.com/watch?v=E_Q8GMuV7cM (dla miłośników YT)…

…i wiele, wiele innych. Ograniczę się do zasad podstawowych, kóre – być może – nie są Wam obce… Dziś pierwsze trzy.

Zasada nr 1: NIEWYWAŻANIE OTWARTYCH DRZWI. Zasada ta została (choć w nieco innym kontekście) wykorzystana przeze mnie przed chwilą – p. powyższy akapit. Skoro coś istnieje, nie tworzymy nowego. Skoro już coś wiemy, to się tego nie uczymy. Czystą marnacją czasu i energii jest tak zwane “porządne uczenie się od początku do końca”. Zanim zaczniesz pracować nad danym materiałem, zadaj sobie pytanie: co już wiem na ten temat? Jakie pojęcia / słówka / definicje już znam? I drugie pytanie (nie mniej ważne): co muszę “ogarnąć”, by osiągnąć cel (zdać egzamin / “zaliczyć” sprawdzian / dobrze odpowiedzieć)? Taka wewnętrzna “diagnoza” zmusza do myślenia nad danym tematem i bardzo przyspiesza pracę nad nim. No i nie tracimy czasu na “wyważanie otwartych drzwi”. 🙂

Zasada nr 2: SKUPIENIE. Niewygodna prawda jest następująca: podzielnosć uwagi, to mit. Tak naprawdę nasz mózg “przeskakuje” z jednej czynności w drugą, trwoniąc czas i energię. Czasami musimy wykonywać różne czynności jednocześnie, jednak – z opisanego wyżej powodu – zajmują one więcej czasu i są bardziej narażone na błędy. Dlatego, jeżeli chcecie spędzić minimalną ilość czasu nad podręcznikiem, to – o ile to możliwe – na czas nauki wylogujcie się z FB, wyciszcie “komórkę” i wyłączcie muzę. Tak, to też! (pisze ktoś, kto “uczył się” przy Metallice, gdy jednocześnie powstawały szkice ołówkiem i – nienajgorsze chyba – wiersze, przy czym zajmowało to MNÓSTWO czasu, a efekty naukowe bywały… różne). Wyjątek stanowi muzyka relaksacyjna lub przeznaczona do nauki, o ile się Wam podoba (inaczej czynnikiem dekoncentrującym będzie Wasza własna irytacja). Dla tych, którzy jeszcze wątpią, pytanie: dlaczego, Waszym zdaniem, karateka rozbijający dłonią cegłę nie ma słuchawek “z muzyczką” w uszach i nie rozmawia właśnie z kumplem?

Zasada nr 3: Brzydkie słowo SYSTEMATYCZNOŚĆ. Jako młoda skryba byłam potwornie niesystematyczna, a przy okazji niepokorna, co spowodowało, że postanowiłam obalić teorię mówiącą, iż regularna nauka jest łatwiejsza i skuteczniejsza, niż jednorazowe “duże akcje”. “Na warsztat” wzięłam sobie biologię, historię i angielski (słownictwo) w ten sposób, że do jednego sprawdzianu z danego przedmiotu uczyłam sie po swojemu (systemem “ogarniamy temat w jedną noc”), a do drugiego (o podobnej “objętości”) wymuszałam (!) na sobie systematyczną pracę po kilka – kilkanaście minut dziennie (systemem: “powtórzyć wczorajsze i dołożyć dzisiejsze”, ostatniego dnia nic nowego, tylko szybka powtórka calości”). Rezultat eksperymentu? A) Sumaryczny czas systemu codziennego był znacznie mniejszy od czasu “jednorazówki”. B) Zmęczenie po całonocnym “ogarnianiu” duże a wysiłek włożony w codzienne kilkunastominutówki niezauważalny. C) Efekt po “jednorazówce” utrzymywał się duuuuużo krócej, niż po systematycznym uczeniu się. Wniosek: przykro mi to stwierdzić, ale “autorytety metodyczne” miały rację: małymi łyżkami można najeść się łatwo i skutecznie. Dużą łyżką… dławimy się, krztusimy, o zwrotach różnorakich (nieprzyjmowaniu treści) nie wspomniawszy.

Biorąc pod uwagę Zasadę 3 – kończę na dziś. Kolejne “Dobre Rady” już wkrótce! 😉

Niech Wam nauka lekką będzie!

About Author

Leave Comment